LisbonLisboaPortugal.com
Najlepszy niezależny przewodnik po Lizbonie
LisbonLisboaPortugal.com
Najlepszy niezależny przewodnik po Lizbonie
Czterdzieści osiem godzin to zdecydowanie za mało na Lizbonę. Wystarczy jednak, by kompletnie stracić dla niej głowę.
W ciągu dwóch dni zdążysz wjechać legendarnym tramwajem linii 28 na wzgórze zamkowe, zjeść pastel de nata z piekarni strzegącej swojej receptury od 1837 roku i obserwować z pokładu żaglówki na estuarium Tagu, jak słońce chowa się za Torre de Belém. Nie zobaczysz wszystkiego, ale zobaczysz wystarczająco dużo, by wiedzieć, że chcesz tu wrócić.
Ten przewodnik dzieli weekend na dwa dni pełne wyraźnych kontrastów. Pierwszy z nich poświęcimy historycznemu centrum: rano odwiedzimy majestatyczne place Baixy, a po południu zagłębimy się w średniowieczne uliczki Alfamy okalające zamek. Drugi dzień to Lizbona w wydaniu morskim: najpierw zobaczymy morskie zabytki Belém, skąd w XV wieku wyruszali wielcy portugalscy odkrywcy, a następnie wybierzesz między futurystycznym nabrzeżem Parque das Nações a eleganckimi bulwarami Príncipe Real. Przeszedłem te trasy z przyjaciółmi, rodziną i małymi dziećmi więcej razy, niż jestem w stanie zliczyć. Dzięki temu przewodnikowi masz pewność, że dobrze zaplanujesz czas i spędzisz weekend na prawdziwym poznawaniu Lizbony, zamiast niepotrzebnie zawracać po własnych śladach.
Portugalię odkrywam od 2001 roku, a od pięciu lat wraz z moją żoną Portugalką mieszkamy w Lizbonie. Ten przewodnik czerpie z moich wieloletnich wędrówek po mieście, jadania w lokalnych tascas i oprowadzania po Lizbonie odwiedzających nas znajomych. Pomogę Ci zaplanować dwa dni, które upłyną bez pośpiechu i pozwolą poczuć autentyczną atmosferę Lizbony, którą sam tak dobrze poznałem.
Powiązane artykuły: Wprowadzenie do Lizbony - 3 dni w Lizbonie
Ten plan pozwala odkrywać miasto dzielnica po dzielnicy, tak aby każde pół dnia było poświęcone innemu, charakterystycznemu zakątkowi stolicy. To właśnie tę trasę polecam znajomym i rodzinie, gdy wybierają się na swój pierwszy weekend w Lizbonie:
• Dzień 1, rano: Baixa. Eleganckie, historyczne serce Lizbony z rozległymi placami, łukami triumfalnymi i deptakami.
• Dzień 1, popołudnie: Alfama. Wspinaczka średniowiecznymi uliczkami dawnej dzielnicy mauretańskiej aż pod mury obronne zamku św. Jerzego.
• Dzień 1, wieczór: Zachód słońca z perspektywy rzeki podczas rejsu po Tagu. Przepłyniemy obok wieży Belém i pod monumentalnym mostem 25 Kwietnia.
• Dzień 2, rano: Belém. Monumentalne zabytki upamiętniające złotą erę portugalskich odkryć geograficznych oraz wizyta w legendarnej cukierni na słynne ciastko z kremem.
• Dzień 2, popołudnie: Parque das Nações. Futurystyczne nabrzeże zbudowane na potrzeby wystawy Expo '98, które zachwyca odważną architekturą i światowej klasy oceanarium.
• Dzień 2, popołudnie (opcja alternatywna): Príncipe Real i Avenida da Liberdade. Nieco spokojniejsza, bardziej dystyngowana odsłona Lizbony, pełna zielonych ogrodów, sklepów z antykami i reprezentacyjnej dziewiętnastowiecznej alei.
• Dzień 2, wieczór: Zachód słońca z ocienionego sosnami tarasu widokowego Miradouro da Graça, a następnie kolacja w jednej z okolicznych restauracji.
• Piątkowa lub sobotnia noc: Bairro Alto i Cais do Sodré. Dzielnice tętniące życiem nocnym, od barów na wzgórzach, z których tłum wylewa się na brukowane uliczki, po otwarte do rana kluby przy słynnej Pink Street.
Poniższa interaktywna mapa przedstawia pełną dwudniową trasę. Pierwszy dzień zaznaczyliśmy kolorem zielonym, a drugi niebieskim. Przybliż widok, aby zobaczyć poszczególne punkty i sugerowaną kolejność zwiedzania.
Dzień 1: 1) Praça do Comércio 2) Rua Augusta 3) Elevador de Santa Justa 4) Rossio 5) Praça dos Restauradores 6) Kościół św. Antoniego 7) Katedra w Lizbonie 8) Zamek św. Jerzego 9) Punkt widokowy Portas do Sol 10) Panteon Narodowy 11) Time Out Market 12) Pink Street
Dzień 2: 13) Klasztor Hieronimitów 14) Pomnik Odkrywców 15) Wieża Belém 16) Cukiernia Pastéis de Belém 17) Narodowe Muzeum Powozów 18) Park Narodów 19) Oceanarium w Lizbonie 20) Wieża Vasco da Gama
Dzień 2 (wycieczki jednodniowe): 21) Sintra 22) Cascais 23) Plaża Carcavelos
Drugi dzień tego planu zakłada pobyt w Lizbonie, ale wcale nie musi tak być. Region wokół miasta należy do najpiękniejszych w Portugalii, a z mojego doświadczenia wynika, że dwie najpopularniejsze alternatywy to dzień spędzony wśród wzgórz Sintry lub poranek nad brzegiem Atlantyku. Jeśli wybierzesz którąś z tych opcji, radzę Ci nie zmieniać nic w planie na dzień pierwszy, a Belém zostawić na kolejną wizytę. Pierwszy dzień to absolutna kwintesencja Lizbony. Nie możesz go przegapić.
Jednodniowa wycieczka do Sintry
W pobliżu Lizbony nie znajdziesz drugiego takiego miejsca jak Sintra. To zalesione pasmo wzgórz górujące nad Atlantykiem, gdzie portugalscy królowie, angielscy magnaci i romantyczni ekscentrycy budowali własne wizje raju.
Główną atrakcją jest Pałac Pena, czyli rozległa, fantazyjna budowla o kanarkowożółtych wieżach i krwistoczerwonych blankach, która wieńczy najwyższy szczyt. To właśnie ta fotografia najczęściej sprawia, że podróżni w ogóle decydują się na przyjazd do Portugalii. Drugim punktem, dla którego większość osób tu zagląda, jest posiadłość Quinta da Regaleira ze słynną studnią inicjacyjną schodzącą aż dziewięć pięter w głąb ziemi. Moim osobistym faworytem jest jednak Pałac Monserrate, czyli różowa willa o trzech wieżach położona trzy kilometry poza miastem, do której nie docierają wycieczki autokarowe. Mój pełny przewodnik po jednym dniu w Sintrze możesz przeczytać tutaj.
Dzień na wybrzeżu
W miesiącach letnich, gdy już w porze lunchu temperatura w mieście przekracza trzydzieści stopni, popołudnie na wybrzeżu to bardzo popularny wybór. Lizbońska linia brzegowa ciągnie się na zachód od miasta przez około dwadzieścia pięć kilometrów, oferując piaszczyste plaże, do których dotrzesz pociągiem ze stacji Cais do Sodré w zaledwie pół godziny.
Praia de Carcavelos to największa plaża na tym odcinku: szeroki łuk złotego piasku, wzdłuż którego biegnie niska promenada pełna kawiarni i szkół surfingu. To najłatwiejszy sposób na wypad nad morze z Lizbony, a w letnie weekendy to właśnie tutaj zabieram swoje siostrzenice.
Na samym końcu linii leży Cascais. Ta dawna wioska rybacka, która w latach 70. XIX wieku stała się królewskim kurortem, zachowała charakterystyczne cechy obu tych wcieleń: znajdziesz tu czynny port, niewielką starą dzielnicę z brukowanymi uliczkami oraz szereg zacisznych zatoczek.
Kolorowy Palácio Nacional da Pena to jeden z najwspanialszych pałaców Europy
Cascais to cudowne połączenie wspaniałych XIX-wiecznych willi i pięknych piaszczystych plaż
Praia de Carcavelos to największa plaża lizbońskiego wybrzeża i można tu dojechać z Lizbony pociągiem
Oto trasa, którą pokonuję z rodziną i przyjaciółmi, gdy mają na zwiedzanie miasta tylko dwa dni.
Baixa to eleganckie, reprezentacyjne oblicze Lizbony i moim zdaniem jedyne sensowne miejsce, by rozpocząć zwiedzanie. Siatkę neoklasycystycznych ulic i arkadowych placów wytyczono w latach po trzęsieniu ziemi z 1755 roku, które zrównało z ziemią średniowieczne miasto. Do dziś pozostaje ona jednym z najznakomitszych przykładów oświeceniowej urbanistyki w Europie. Szerokie aleje. Imponujące place. To dzielnica wprost stworzona do pieszych wędrówek.
Zacznij od Praça do Comércio, wielkiego nadrzecznego placu otwierającego się na Tag. Z trzech stron otaczają go długie, żółte arkady, a z czwartej sama rzeka. Przez trzy stulecia plac ten był handlową bramą do portugalskiego imperium. Dla mnie to wciąż brama do Lizbony. Zatrzymaj się na chwilę przy jego południowym skraju, gdzie marmurowe schody opadają prosto do rzeki. To właśnie tutaj niegdyś na ląd schodzili kupcy, żeglarze i królowie.
Na północnym krańcu placu wznosi się Arco da Rua Augusta, łuk triumfalny z niewielkim tarasem widokowym na szczycie. Rozpościera się stąd wspaniały widok na plac, rzekę i handlowe ulice Baixy.
Za łukiem ciągnie się Rua Augusta, główna arteria piesza tej dzielnicy. Tak, panuje tu tłok turystów. Mimo to wciąż chętnie tędy spaceruję, przystając przy ulicznych artystach i wdychając zapach pieczonych kasztanów, który unosi się w powietrzu już od października.
Krótki spacer na zachód zaprowadzi Cię do windy Santa Justa (Elevador de Santa Justa). Tę konstrukcję z kutego żelaza wzniósł w 1902 roku uczeń samego Gustave'a Eiffela. Oszczędzę Ci stania w kolejce: czas oczekiwania często przekracza tu godzinę, a ten sam widok ze szczytu możesz podziwiać całkowicie za darmo w dziesięć minut. Wystarczy, że podejdziesz pod górę w stronę klasztoru Karmelitów (Convento do Carmo) i przejdziesz przez kładkę. Spośród wszystkich słynnych atrakcji Lizbony to właśnie tę najczęściej odradzam odwiedzającym mnie znajomym.
Na samym końcu ulicy Rua Augusta leży Rossio, które od niemal siedmiuset lat stanowi towarzyskie serce Lizbony. Plac wyłożono słynną czarno-białą mozaiką calçada portuguesa, której faliste wzory wyglądają zachwycająco, gdy jest sucho, ale po deszczu stają się wyjątkowo zdradliwe. Między dwiema barokowymi fontannami usiądź przy stoliku na zewnątrz jednej z kawiarni po zachodniej stronie, zamów bicę, czyli tutejsze espresso, i obserwuj toczące się obok życie miasta. To jedna z największych lizbońskich przyjemności, a kosztuje jedynie tyle, co filiżanka kawy.
Zaledwie kilka kroków na północ od Rossio znajduje się Praça dos Restauradores. Charakterystycznym punktem placu jest wysoki obelisk upamiętniający bohaterów, którzy w 1640 roku przywrócili Portugalii niepodległość po latach hiszpańskiej dominacji.
Zanim opuścisz dzielnicę Baixa, koniecznie wstąp do A Ginjinha, maleńkiego baru z ponad stuletnią tradycją, ukrytego w rogu placu Rossio. Nie serwuje się tu nic poza ginjinhą, czyli słodkim likierem wiśniowym, którym mieszkańcy Lizbony raczą się od 1840 roku. Zamawia się po prostu jeden kieliszek, a barman zapyta Cię: „com ou sem elas?", co oznacza: z wisienkami czy bez. Zawsze proś o wersję z owocami. To jedyny słuszny sposób, by pić ten trunek.
Z Praça do Comércio czeka Cię piętnastominutowy spacer na zachód wzdłuż Ribeira das Naus. Ta nadbrzeżna promenada ciągnie się brzegiem Tagu, mijając dawne stocznie marynarki wojennej. To jedna z moich ulubionych krótkich tras spacerowych w centrum Lizbony: poczujesz tu zapach rzeki niosący się od wody i usłyszysz śmiech dobiegający z kiosków, gdzie turyści sączą piña coladę z wydrążonych ananasów.
Spacer kończy się przy Time Out Market, dziewiętnastowiecznej hali targowej w dzielnicy Cais do Sodré, którą przekształcono w nowoczesną przestrzeń gastronomiczną. Pod jednym dachem, przy dziesiątkach wspólnych stołów, mieści się około czterdziestu stoisk prowadzonych przez najlepszych szefów kuchni w mieście. Bywa tu tłoczno i turystycznie, ale to świetne miejsce na pierwszy posiłek w Lizbonie.
Jeśli Baixa to oficjalna Lizbona z reprezentacyjnymi placami, Alfama jest jej starszą, poplątaną bliźniaczką. Dzielnica ta jest o całe wieki starsza od reszty miasta. Trzęsienie ziemi z 1755 roku zrównało z ziemią wszystko dookoła, ale jakimś cudem oszczędziło to jedno wzgórze, czego najlepszym dowodem jest zachowany do dziś średniowieczny układ ulic. Znajdziesz tu strome, brukowane uliczki, które co chwilę zawracają, oraz ukryte dziedzińce schowane za ciasnymi przejściami. Bielone domy piętrzą się kolorowymi kaskadami między brzegiem rzeki a zamkiem na wzgórzu.
Szczera prawda jest taka, że w Alfamie nie potrzebujesz żadnego planu. Po prostu idziesz przed siebie, wspinasz się, wybierasz uliczkę, która wyda Ci się najciekawsza, i dajesz się ponieść. Mieszkam w Lizbonie od pięciu lat, a wciąż odkrywam tu nowe zakątki. Małe przyjemności są tu zawsze takie same. Dźwięki muzyki fado dobiegające z uchylonych drzwi o trzeciej po południu. Grillowane sardynki dymiące na węglowym ruszcie przed rodzinną restauracją. Pranie rozwieszone między kutymi balkonami trzy piętra wyżej. Starsza kobieta sprzedająca czereśnie z miski na progu swojego domu.
Mimo to warto zaplanować popołudnie wokół trzech konkretnych punktów.
Katedra Sé
U stóp wzgórza wznosi się Sé, najstarszy kościół w Lizbonie i katedra najbardziej przypominająca twierdzę w całej Portugalii. Wzniesiono ją w latach 40. XII wieku, tuż po tym, jak Alfons Henriques odbił miasto z rąk Maurów. Zaprojektowano ją tak, by służyła nie tylko modlitwie, ale i obronie. Zwieńczone blankami wieże i wąskie okna strzelnicze to nie dekoracja. To był kościół pogranicza, stojący na spornym terenie.
Zajrzyj do środka choć na dziesięć minut. Nawa jest surowa, romańska i niemal całkowicie pozbawiona złoceń oraz płytek azulejo, które zobaczysz w niemal każdym innym zakątku Lizbony. Krużganki na tyłach (wstęp kosztuje kilka euro) kryją czynne stanowisko archeologiczne, gdzie pod posadzką katedry wciąż odkrywamy warstwy rzymskiej, wizygockiej i mauretańskiej Lizbony.
Miradouros
Wspinaczkę urozmaicają miradouros, czyli punkty widokowe na szczytach wzgórz, które Lizbona ma opanowane do perfekcji jak żadne inne znane mi miasto. Po drodze trafisz na dwa, oddalone od siebie o zaledwie kilka minut, i warto zatrzymać się przy każdym z nich.
Miradouro de Santa Luzia to pierwszy punkt, do którego dotrzesz. To niewielki taras wyłożony azulejos, czyli kafelkami przedstawiającymi Lizbonę sprzed wielkiego trzęsienia ziemi. Nad pergolą malowniczo wspina się bugenwilla.
Zaledwie minutę wyżej otwiera się panorama z Miradouro das Portas do Sol. To właśnie ten słynny widok: kaskada czerwonych dachów Alfamy schodząca ku rzece, górująca nad nimi kopuła Panteonu Narodowego i rozciągający się w tle Tag. To właśnie to zdjęcie sprowadziło Cię do Lizbony. Musisz jednak wiedzieć, że letnimi popołudniami to najbardziej oblegane miejsce w całej dzielnicy. Przyjdź tu wcześnie rano albo wpadnij dopiero na zachód słońca.
Miradouro de Santa Luzia
Castelo de São Jorge
Na samym szczycie wzgórza wznosi się Castelo de São Jorge, mauretańska cytadela, która czuwa nad Lizboną od tysiąca lat. Zbudowali ją Maurowie, a chrześcijanie odbili ją w 1147 roku i władali nią przez kolejne osiem wieków. Widoki z murów obronnych nie mają sobie równych w całym mieście: na zachód rozciąga się cała dzielnica Baixa, rzeka i majaczący w oddali Most 25 Kwietnia (Ponte 25 de Abril).
Kilka słów o kolejkach. W szczycie sezonu czas oczekiwania na wejście regularnie przekracza godzinę, dlatego radzę zarezerwować bilet online na konkretną godzinę z wyprzedzeniem, zwłaszcza jeśli planujesz wizytę między czerwcem a wrześniem. Gdy już wejdziesz do środka, zaplanuj sobie około dziewięćdziesięciu minut. Mury są szersze i wygodniejsze do spacerowania, niż mogłoby się wydawać z dołu, a niewielkie stanowisko archeologiczne w pobliżu centrum warte jest poświęcenia dziesięciu minut. Ja uwielbiam obserwować pawie, które swobodnie przechadzają się po ogrodach.
Tramwaj numer 28
Na koniec uwaga o słynnym żółtym tramwaju. Linia 28przecina samo serce Alfamy, a przejażdżka nią widnieje na każdej liście obowiązkowych atrakcji w Lizbonie. Moim zdaniem? Szkoda zachodu. Już o dziesiątej rano wagony są wypchane po brzegi, więc niemal na pewno będziesz stać, a gwałtowne hamowania i szarpnięcia sprawiają, że stojący pasażerowie wpadają na siebie nawzajem. Latem w porze lunchu ruch wokół Largo das Portas do Sol praktycznie zamiera. Wczoraj (na początku czerwca) widziałem tramwaj pełen zlanych potem turystów, który utknął tam na dobre dwadzieścia minut, podczas gdy ja ten sam odcinek pokonałem pieszo w pięć.
Fado
Alfama to historyczne serce fado, czyli melancholijnej portugalskiej pieśni, która narodziła się w tawernach tutejszych wąskich zaułków jeszcze w XIX wieku. Jeśli masz w Lizbonie tylko jeden wieczór i chcesz usłyszeć fado w jego autentycznym wydaniu, nie znajdziesz na to lepszego miejsca niż ta dzielnica. Uczciwe pułapki na turystów rozpoznasz bez trudu: jeśli w progu stoi naganiacz z menu w czterech językach, to jasny sygnał, żebyś szukał/szukała dalej. Małe lokale warte swojej ceny to te, w których stolik rezerwuje się z wyprzedzeniem.
To właśnie tam kolacja zaczyna się o dwudziestej, śpiew o wpół do dziesiątej, a w całej sali zapada absolutna cisza dokładnie w chwili, gdy wybrzmiewa pierwsza nuta. Mesa de Frades, mieszcząca się wewnątrz maleńkiej dawnej kaplicy wyłożonej błękitnymi azulejos, to adres, pod który zawsze wysyłam swoich przyjaciół. Clube de Fado, położony niedaleko katedry, to bezpieczniejszy drugi wybór. Pamiętaj tylko, że w obu przypadkach musisz zarezerwować stolik z wyprzedzeniem.
Wieczór daje Ci wybór. Zachód słońca na wzgórzu, po którym zjesz kolację w tętniącej życiem, autentycznej lizbońskiej dzielnicy, albo spokojniejszy koniec dnia na pokładzie łodzi płynącej po Tagu. Obie opcje są znakomite. Wybór uzależniłbym od pogody i Twojego aktualnego nastroju.
Opcja pierwsza: zachód słońca i kolacja w Graçy
Graça to miejsce, w którym mieszkam z żoną od pięciu lat i z ręką na sercu uważam, że to jedna z najwspanialszych części miasta. Panuje tu klimat małego portugalskiego miasteczka, które po cichu zostało wchłonięte przez Lizbonę. Główna ulica to lokalny deptak pełen kawiarni, piekarni i starych sklepów spożywczych. Tutejsze restauracje gotują dla ludzi, którzy naprawdę mieszkają na wzgórzu, a nie tylko przez nie przechodzą.
Na sam zachód słońca skieruj się na Miradouro da Graça. Taras widokowy skrywa się pod koronami pinii, a z ławek ustawionych wzdłuż barierki możesz obserwować, jak nisko zawieszone słońce oświetla mury zamku. Na końcu tarasu znajduje się kiosk sprzedający zimne piwo i wino. Spędziłem tu mnóstwo udanych wieczorów.
Jeśli chodzi o kolację, polecam dwie restauracje, do których wysyłam każdego odwiedzającego mnie znajomego: O Pitéu da Graça oraz Sant'Avó. Obie serwują tę prostą, swojską portugalską kuchnię, o jaką lokale turystyczne w Alfamie, oddalonej o dziesięć minut drogi w dół wzgórza, już dawno przestały się starać. Jeżeli wolisz zacząć od kieliszka wina, gorąco polecam wizytę w Vino Vero.
Jeśli nogi jeszcze Cię niosą po podejściu z Alfamy, Miradouro da Senhora do Monte znajduje się zaledwie pięć minut spacerem dalej pod górę. To najwyższy punkt widokowy w mieście, z którego cała Lizbona rozpościera się u Twoich stóp. W ciągu dnia roi się tu od wycieczek tuk-tukami. Jednak po zachodzie słońca, gdy ostatnie z nich odturkoczą już w dół wzgórza, taras pustoszeje, a jeden z najpiękniejszych widoków w mieście masz niemal wyłącznie dla siebie. To właśnie tam zaglądam w niedzielne wieczory.
Opcja numer dwa: rejs o zachodzie słońca po Tagu.
Lizbona to miasto o morskiej duszy, zbudowane na samym skraju Atlantyku, a po całym dniu zwiedzania na nogach oglądanie jej z perspektywy wody to czysta przyjemność. Typowy rejs trwa około dwóch godzin: w tym czasie miniesz Torre de Belém i Padrão dos Descobrimentos, przepłyniesz pod mostem 25 Kwietnia i dotrzesz pod czujne spojrzenie statui Cristo Rei, która góruje nad południowym brzegiem.
Wybór jednostek jest ogromny, od tradycyjnych portugalskich żaglowców po tętniące basem imprezowe katamarany. Osobiście zarezerwowałbym klasyczny jacht żaglowy. Rejsy ruszają z Belém, Cais do Sodré oraz Doca de Alcântara. Zdecydowanie warto dopłacić kilka euro do rejsu w kameralnej grupie (do dwunastu osób), bo komfort jest nieporównywalnie większy niż na dużych statkach.
Na koniec dwie praktyczne wskazówki. Zarezerwuj miejsce z wyprzedzeniem, szczególnie między majem a wrześniem. I koniecznie weź ze sobą coś cieplejszego na wierzch. Kiedy słońce zachodzi, powietrze błyskawicznie się ochładza. Przyznam Ci się, że sam wciąż daję się na to nabrać co roku.
Belém leży cztery kilometry na zachód od centrum, rozciągając się wzdłuż północnego brzegu Tagu w miejscu, gdzie rzeka szeroko otwiera się ku Atlantykowi. To Lizbona odkrywców i pierwszych żeglarzy. Właśnie stąd w 1497 roku Vasco da Gama wyruszył w swoją słynną wyprawę do Indii, podobnie jak na ekspedycje wyruszali Magellan, Cabral czy Dias. Dzielnica została zbudowana, by ich upamiętnić, a skala tutejszej architektury do dziś oddaje rozmach ich dokonań. Znajdziesz tu szerokie aleje, zielone parki i kamienne pomniki, które celowo ustawiono w znacznych odstępach od siebie.
Dojazd na miejsce jest banalnie prosty. Tramwaj linii 15 kursuje wzdłuż rzeki z Cais do Sodré i dociera do Belém w około pół godziny. Ja zazwyczaj jednak z niego rezygnuję i wybieram Ubera za sześć euro. Dzięki temu będziesz na miejscu w piętnaście minut, unikając tłoku i walki o miejsce stojące w wagonie.
Klasztor
Zwiedzanie zacznij od Mosteiro dos Jerónimos. Król Manuel I rozpoczął budowę w 1501 roku, finansując ją z podatku nałożonego na pieprz, cynamon i goździki, które portugalskie statki przywoziły wówczas z Oceanu Indyjskiego w niespotykanych wcześniej ilościach. Powstały w ten sposób styl architektoniczny zyskał własną nazwę: manueliński. Nie znajdziesz go nigdzie indziej na świecie. Przyjrzyj się uważnie kolumnom w krużgankach. Kamieniarze wyrzeźbili na nich to, co odkrywcy uwieczniali w swoich dziennikach z wypraw: sploty lin, kotwice morskie, koralowce, węzły oraz wijące się pędy nieznanych roślin.
Koniecznie zarezerwuj bilet na konkretną godzinę jeszcze przed przyjazdem. Już od przedpołudnia kolejka dla osób bez rezerwacji potrafi ciągnąć się godzinę lub dłużej, a po drodze nie ma ani odrobiny cienia. Do sąsiadującego z klasztorem kościoła wejdziesz bezpłatnie i to właśnie tam najczęściej zabieram znajomych, gdy kolejki do głównej części są zbyt długie lub ceny biletów wydają się zbyt wysokie.
Nad rzekę
Z klasztoru przejdź przez ogrody i pod linią kolejową, aby dotrzeć do nabrzeża. Na promenadzie znajdziesz dwa pomniki oddalone od siebie o około dziesięć minut spacerem.
Pierwszy z nich to Padrão dos Descobrimentos, czyli Pomnik Odkrywców. Jego kształt ma przywodzić na myśl dziób karaweli wypływającej na pełne morze, a wyrzeźbione po obu stronach postaci to odkrywcy, kartografowie, misjonarze i członkowie rodziny królewskiej z epoki wielkich odkryć geograficznych, z Henrykiem Żeglarzem na czele. Monument wzniesiono w 1960 roku z okazji pięćsetnej rocznicy śmierci Henryka Żeglarza.
Idąc dalej na zachód wzdłuż promenady, dotrzesz do Torre de Belém, miejsca, którego naprawdę nie warto przegapić. Budowę ukończono w 1519 roku. Wieża stoi na niewielkiej bazaltowej skale w nurcie rzeki i pełniła jednocześnie funkcję punktu celnego, łuku triumfalnego dla powracających flot oraz platformy artyleryjskiej. Znajdziesz tu kamienne liny, mauretańskie balkony i małe ażurowe wieżyczki na narożnikach. Na zdjęciach budowla wygląda na ogromną, ale w rzeczywistości ma wielkość sporego domu. Wszystkie detale znajdują się na zewnątrz, więc spokojnie możesz odpuścić sobie wchodzenie do środka.
Słynne babeczki
Większość turystów przyjeżdża do Belém dla zabytków, ja natomiast zaglądam tu dla babeczek. Cukiernia Pastéis de Belém piecze je według tej samej receptury od 1837 roku. Pierwotnie sprzedawano je z lady małej rafinerii cukru sąsiadującej z klasztorem. Przepis ten nigdy nie został spisany poza murami tamtejszej kuchni.
Od strony ulicy piekarnia wygląda na małą, ale to tylko złudzenie. Miń kolejkę po jedzenie na wynos przy wejściu i ruszaj korytarzem w głąb budynku. Wnętrze otwiera się na całą serię sal wyłożonych błękitnymi kafelkami azulejos, które mogą pomieścić kilkuset gości. Na stolik czeka się zazwyczaj krócej niż piętnaście minut, nawet w godzinach szczytu. Zamów dwie sztuki, poproś o cynamon i cukier puder do posypania i zajadaj, póki ciasto jest jeszcze na tyle ciepłe, że chrupie przy każdym kęsie. Każda inna babeczka w mieście jest porównywana właśnie z tymi i żadna im w pełni nie dorównuje.
Jeśli masz wolne przedpołudnie
W Belém znajdują się trzy muzea, z których każde jest warte przynajmniej godziny Twojej uwagi. Museu Nacional dos Coches mieści największą na świecie kolekcję królewskich powozów. Zobaczysz tu pozłacane osiemnastowieczne pojazdy zbudowane z myślą o uroczystych przejazdach, które dawno już zniknęły z europejskiej codzienności. MAAT, otwarte w 2016 roku w niskim, falującym białym budynku nad brzegiem rzeki, prowadzi ambitny program sztuki współczesnej. Z kolei w poszukiwaniu dzieł z XX wieku zajrzyj do Coleção Berardo, gdzie czekają prace Picassa, Warhola, Bacona i Dalego, a opłata za wstęp jest niewielka.
Museu Nacional dos Coches prezentuje unikalną kolekcję powozów konnych
Parque das Nações to ultranowoczesna strona historycznej Lizbony. Dzielnicę wybudowano specjalnie na odbywające się w Lizbonie światowe targi Expo '98.
Dzielnica ta leży wzdłuż brzegów ujścia Tagu i szczyci się modernistyczną architekturą, ogrodami o tematyce wodnej, jak również eksponatami z oryginalnego terenu wystawowego Expo.
Wyróżniającą się atrakcją turystyczną jest Oceanário de Lisboa, akwarium poświęcone morzu, a przy tym jedno z najciekawszych akwariów w Europie. W Parque das Nações znajduje się również Ciência Viva (fantastyczne muzeum nauki dla dzieci), Casino Lisboa, kolejka linowa, ogromne centrum handlowe i liczne restauracje.
Parque das Nações to wspaniałe miejsce do zobaczenia w upalny, letni dzień.
Tematem Expo 98 były oceany świata
Torre Vasco da Gama to najwyższy budynek w Lizbonie, a wzdłuż całej długości Parque das Nações biegnie kolejka linowa
Ogród Garcia de Orta w Parque das Nações
Alternatywą na spędzenie popołudnia jest odwiedzenie Avenida da Liberdade i dzielnicy Príncipe Real.
Avenida da Liberdade, wzdłuż której rosną rzucające przyjemny cień drzewa, to najmodniejsza ulica handlowa Lizbony. Aleja jest pełna sklepów znanych projektantów, butików i eleganckich hoteli. Na szczycie Avenida da Liberdade znajduje się plac Marquês de Pombal i park Eduardo VII z niesamowitymi widokami na całą centralną Lizbonę.
Dzielnica Príncipe Real to jedna z najbardziej pożądanych dzielnic Lizbony. W jej centralnej części znajduje się ogród Jardim do Príncipe Real, a otaczające go ulice zdobi mnóstwo wspaniałych XIX-wiecznych budynków. W dzielnicy panuje spokojna, wyraźnie portugalska atmosfera, co znacznie odróżnia ją od gorączkowego centrum Lizbony.
Wspaniałe budynki w Príncipe Real